O miłości do siebie, o obieraniu jabłka zmysłami, o bumerangu uważności, o wniebowstąpieniu na masażu, o śnie, o tańcu i o wodzie.

O miłości do siebie, o obieraniu jabłka zmysłami, o bumerangu uważności, o wniebowstąpieniu na masażu, o śnie, o tańcu i o wodzie.

wpis w: Piszę dla Ciebie | 21

Od pewnego czasu odczuwałam silne przeciążenie organizmu. Kulminacja nastąpiła pod koniec kwietnia, kiedy zrobiłam kolejną akcję Tańcz Tu i Teraz, miałam kilka wystąpień publicznych, narzuciłam sobie regularne pisanie felietonów i newsletterów, przyszło mi się zmierzyć z chorobami dzieci i ogarnianiem innych spraw.

Oliwy do ognia dolał mój nałóg pracy późną porą. Kiedy dzieci o 21.00 szły spać, ja przełączałam się w tryb twórczości nocnej. Wtedy nikt i nic mi nie przeszkadzał. Miałam swoje złote godziny, o których pisze Ola, Pani Swojego Czasu. Wpadałam w trans. Mogłam pracować do rana. Ale na dłuższą metę to zbrodnia na sobie samym. U mnie to trwało kilka lat, a konkretnie od kiedy mam dzieci. Dała mi do myślenia moja cioteczna siostra, która zauważyła kiedyś, że dostała ode mnie maila o 2 w nocy i zapytała co ja wyprawiam?

Spostrzegłam, że coś co do tej pory zajmowało mi 5 minut, robiłam godzinę. Nie mogłam się na niczym skupić, bolała mnie często głowa z niewyspania, chodziłam nieprzytomna, zapominałam o różnych rzeczach.

No i w końcu dotarło do mnie, że sen i odpoczynek jest absolutnie konieczny dla zdrowia i szczęścia.

Zrozumiałam też, że potrzebny jest mi czas nie tylko na miłość do dzieci, męża i innych ludzi, ale przede wszystkim na MIŁOŚĆ DO SIEBIE. Będę to podkreślać, pogrubiać i powtarzać: MIŁOŚĆ DO SIEBIE!

CO W ZWIĄZKU Z TYM POSTANOWIŁAM ZROBIĆ :

  1. SEN. Umówiłam się na konsultację z Sylwią Latałą – specką od małych nocnych marków. Nie dość, że mój półtoraroczny synek Julo spał tylko 7 godzin w nocy, to budził się co 2 godziny, prosił o picie, wiercił się, marudził i po chwili znowu zasypiał. Takie przerywniki snu były przyczyną mojego okropnego zmęczenia. Dzięki poradom Sylwii uregulowałam sen młodszego synka i podjęłam też moje osobiste Wyzwanie Sen. Siedzenie do późna w nocy i brak możliwości odespania rano nasiliły stan permanentnego zmęczenia. Zaczęłam więc kłaść się wcześniej spać, około 22.00 i wstawać z synkiem o 5:00. Mój sen z 5 godzin wydłużył się do 7. Czuję się o niebo lepiej. Mam napływ twórczej energii i radości.
  2. TANIEC. Wydłużenie snu to jednak tylko część mojego planu miłości własnej. Brakowało mi nie tylko snu, ale ogólnie czasu dla siebie, odpoczynku, relaksu, ruchu i tańca. W 2010 roku skończyłam karierę tancerki i oddałam się macierzyństwu. Jedna ciąża po drugiej sprawiły, że przestałam regularnie trenować, przestałam prowadzić zajęcia. Ale taniec cały czas miałam w środku. I on sam naturalnie zaczął dawał o sobie znać. Zaczęłam tańczyć z dziećmi w domu, potem wymyśliłam akcję Tańcz Tu i Teraz żeby przypomnieć sobie i innym ludziom ile dobra niesie ze sobą ruch. Wyzwala endorfiny, daje relaks, przyjemność, ożywia ciało i duszę. Taniec przełamuje barierę lęku i wstydu, przestajemy się przejmować co inni powiedzą, co pomyślą. Kto odważył się zatańczyć na ulicznym happeningu, wychodząc ze swojej strefy komfortu ten poczuł, że dołożył cegiełkę do wieżowca, który nazywa się poczucie pewności siebie.
  3. FITNESS. Mocnym bodźcem do zmiany był post na facebooku Santi o tym, że bierze udział w wyzwaniu Bikini z Ewą Chodakowską i wybiera mnie na osobę wspierającą! Santi zmotywowała mnie, żeby wrócić do ćwiczeń, żeby wzmocnić swoją duszę i ciało poprzez aktywność fizyczną. Zaczęłam trenować 3 razy w tygodniu. Przypomniałam sobie, że przecież przez wiele lat byłam instruktorką fitness i mam swoje ulubione ćwiczenia. Eureka! Podzielę się niedługo nimi z Wami. I w ogóle „biegać, skakać, latać, pływać, w tańcu, w ruchu wypoczywać” jak w słowach znanej piosenki Pana Kleksa, to jest to!
  4. KOSMETYKA CIAŁA I DUSZY. Byłam u fryzjera, pomalowałam paznokcie na czerwono, kupiłam sobie kilka nowych ubrań, olej kokosowy do masażu, usiadłam na balkonie z kawą i oddychałam. Banał? Tak, to banalnie proste dostrzec swoje potrzeby i je zrealizować. Zrobić coś dla siebie bez wyrzutów sumienia. Jeśli się siebie kocha to łatwe.                          
  5. MASAŻ LOMI LOMI. Studio Masażu Kahuna Ani Karny jest na poddaszu w podgórskiej kamienicy na rozstaju dróg. Masaż u Ani to było wniebowstąpienie! Ania masuje jakby tańczyła. Każdy jej ruch wynika z poprzedniego. Wszystko jest ważne i piękne. Nawet to jak przesuwa ręcznik po ciele. Nastrój, muzyka, świece, wystrój wnętrza. Ania jest piękną i wrażliwą kobietą. We wszystko co robi, wkłada serce. Na masażu u Ani odkryłam jak wrażliwe mam dłonie, stopy, skórę głowy i twarzy. Robię sobie teraz sama codziennie masaż stóp olejem kokosowym. Mam takie śmieszne rolki do masażu.                                                                                                                                                                                                                                   rolki do masażu stópDostałam je w nagrodę na turnieju tańca 15 lat temu i dopiero zaczęłam ich używać. Lepiej późno niż wcale :) Latający masaż tańczący u Ani to najlepszy prezent jaki mogłam sobie zrobić na Dzień Mamy! :) Kwintesencją masażu u Ani było to, co zobaczyłam na ramie jej lustra: naklejka Blimsien z napisem Love Your Body! Kochaj Swoje Ciało!                                              
    Love Your Body
    Love Your Body

    No przecież to clue wszystkiego! Ciało, które tak bardzo przez lata eksploatowałam, ciało, które dało mi dwóch synków, które mi służy codziennie. Kocham moje cudowne ciało! Dzięki niemu czuję, widzę, słyszę, poruszam się, robię to, co chcę. Jestem mu wdzięczna, szanuję je i kocham. I nie ma w tym egoizmu ani narcyzmu. Jest szczęście.

  6. WODA. Ania na odchodne powiedziała mi „Pij dużo wody.” Nie rozstaję się z butelką wody mineralnej. Najlepiej z listkiem mięty. Woda to podstawa, to źródło życia. Piję dużo wody.                                                                                                         
  7. JEDZENIE. Jem to, na co mam ochotę i wtedy kiedy odczuwam głód. Jem tylko tyle, ile potrzebuję. Jem często małe porcje. Jem z uwagą, dobrze przeżuwając każdy kęs. Jem z miłością delektując się smakiem i zapachem potrawy. Jem z wdzięcznością i szacunkiem do jedzenia. Wiem, że to co zjem stanie się mną. Uwielbiam jedzenie.                                          
  8. UWAŻNOŚĆ NA TO CO ZEWNĘTRZNE. To coś co ma związek z poprzednim punktem. Opiszę to na przykładzie obierania jabłka. Kiedy wzięłam je do ręki poczułam najpierw jego temperaturę, zapach i to, jakie jest w dotyku. Obserwowałam jak kolorowa skórka się wije i szumi podczas obierania. Obierałam jabłko wszystkimi zmysłami. Kiedy wzięłam jego kawałek do ust, poczułam totalną jedność z owocem i ziemią pod stopami. Ja, jabłko i Wszechświat byliśmy połączeni. Nieziemskie uczucie. Spróbujcie. Jeśli myślicie: ”To nie dla mnie”. To tym bardziej spróbujcie. Możecie zrobić tak z dowolną czynnością. Nawet z nielubianą. Kiedyś nie cierpiałam sortować ubrań do prania. Teraz uwielbiam grzebać w kolorach, splotach, fakturach i robić barwne stosy wokół siebie. Uważność rodzi zachwyt, a zachwyt budzi wdzięczność i przyjemność z wykonywanego zadania.                                                                                                                                                             
  9. UWAŻNOŚĆ NA TO CO WEWNĘTRZNE. Wzięłam zeszyt do ręki z notatkami, które robiłam podczas skypowych rozmów z Santi i rzuciły mi się w oczy takie hasła: „Dbaj o siebie”, „Mądrość ciała”, „Nikt nie wie czego chcesz, tylko Ty”. Zrozumiałam, że wszystkie odpowiedzi na wszystkie pytania są we mnie i wszystko czego potrzebuję do szczęścia już mam. W środku siebie. Wystarczy to tylko dostrzec. Bo to od nas zależy jakie myśli i słowa będą dominowały w naszej głowie, jak się będziemy czuć i jakie działania podejmiemy. Mamy wybór. Ta prawda wraca do mnie jak bumerang.

To jeszcze nie koniec mojej listy sposobów odnowy cielesno-duchowej, ale wymieniłam najważniejsze. Najistotniejsze w tym wszystkim jest to, żeby dać sobie na nie przyzwolenie, cieszyć się nimi i delektować w pełni. Dać sobie czas na miłość do siebie.

A czy oglądaliście film „Czas na miłość”? W 99 minucie filmu jest pokazane sedno życia. Przepiękny, głęboki, dobry i mądry film. Polecam.

Następnym razem napiszę o powrocie na ring i wskakiwaniu na konia! A tymczasem Wy napiszcie proszę jak celebrujecie siebie.

Kochajcie siebie! Pamiętajcie!

  • http://www.paniswojegoczasu.pl/ Ola (Pani Swojego Czasu)

    Aniu widzę, że ta regeneracja dobrze Ci robi – zaczęłaś pisać.
    Ja chciałam Tobie i innym czytelniczkom napisać, że ZŁOTA GODZINA nigdy nie powinna występować ZAMIAST snu i w godzinach snu :)

    • http://www.AnnaProtas.pl Anna Protas

      Tak Olu, wiem. Ty wielokrotnie jasno dajesz to do zrozumienia, ale ja myślałam, że jestem z żelaza :) To był mój błąd. Teraz wiem, że tak nie jest i takie naginanie czasu zwyczajnie się nie opłaca. Napisałam to ku przestrodze dla innych osób, którym też się wydaje że są z żelaza :) Pozdrawiam ciepło :)

      • http://www.paniswojegoczasu.pl/ Ola (Pani Swojego Czasu)

        Żelazne Kobiety – brzmi nieźle! Choć rzeczywiście w praktyce bardzo wyczerpujące!

        • Wiola z MojaToskania.com

          Ciao, Żelazne Damy :)

          • http://www.AnnaProtas.pl Anna Protas

            Cześć Wiolu! :)))

  • Kamila Chyła

    Aniu uwielbiam Twoje artykuły. Ja również zaniedbałam bardzo obszar troski o siebie i swoje ciało i stało się to właśnie po urodzeniu dzieci. Teraz ten obszar skrupulatnie odbudowuję. Daję sobie pozwolenie na wędrówki i spacery – to ważne szczególnie w naszej pracy ciągle z nosem w komputerze. A jak jeszcze celebruję siebie? Hmm, to ważne żeby od samego rana dobrze zacząć. Czyli na początek ssanie oleju – nie mogę wtedy nic mówić, więc najlepiej robić to kiedy jesteś pod prysznicem. A prysznic poranny rozpocząć od masażu na sucho – japoński sposób, świetnie pobudza krążenie i zapewnia dobre samopoczucie na resztę dnia. Kiedy już wyskoczę spod prysznica dokładnie myję zęby i język, żeby pozbyć się wraz z olejem wszystkich toksyn z organizmu. Wtedy wmasowuję w ciało olejek migdałowy lub kokosowy – ważne żeby był bez chemii (uczula mnie chemia zawarta we współczesnych kosmetykach – wszelkie parabeny, czytajcie skład). Joga jest także takim podarunkiem dla siebie. Kiedy ją praktykuję czuję, że jestem dla siebie dobra. Ruch jest bardzo ważny w życiu. Kiedyś tańczyłam przez 3 lata tango, tęsknię za tym jak cholera. Ale odkąd urodziłam Anielkę – 6 lat temu nie tańczę. Tęsknię i nie tańczę, bo wciąż nie ma kiedy. I woda, a jeśli nie woda to Yerba Mate (skończyła mi się – muszę kupić). Piję też czystek. I jem orzechy brazylijskie – muszę przestać bo uzależniają, ale są super zdrowe. Ja do szczęścia potrzebuję śpiewu ptaków, zapachu lasu i świeżego powietrza. Często sobie serwuję spacer uważności – w ciszy po lesie, bo las mam pod domem. Uściski!

    • http://www.AnnaProtas.pl Anna Protas

      Kamila, dziękuję! :) I dziękuję, że podzieliłaś się swoimi sposobami! Oleje to moje wielkie odkrycie ostatnio. Sprawdziłam, że niektóre mają super filtr przeciwsłoneczny i przestałam kupować chemiczne preparaty (Brrr!). Olej kokosowy ma 2-4 SPF, a najwyższy do 40 SPV ma olej marchewkowy i malinowy. Yerba Mate mam, ale jeszcze nie spróbowałam. Orzechy brazylijskie wpisałam na listę zakupów. „Spacer uważności w ciszy po lesie” – pięknie to nazwałaś! Podlaskie buziaki z Podlasia ślę :)

  • Wiola z MojaToskania.com

    Ciaoooo :) Każdy punkt Twojego artykułu, Aniu, to ważne sprawy, a wszystkie zapisane tam Twoje obserwacje, rady, porady i refleksje to klucz do DOBREGO ŻYCIA. Ja zaś patrzę na artykuł i komentarze po toskańsku :) Niedawno, przy pomocy książki Dario Castagno „Za dużo wina w Toskanii” pisałam o przysłowiach związanych z …. oliwą i uderzyło mnie, że zapomniałam o jednym bardzo znanym przysłowiu – dolewać OLIWY DO OGNIA, o którym wspomniałaś Ty w powyższym artykule, zaś książka Daria je przemilcza. Również Kamila w komentarzu pisze o ssaniu oleju – w Toskanii słyszałam o porannym ssaniu oliwy (1 łyżka), na czczo. Muszę chyba zmodyfikować mój artykuł, to znaczy napiszę P.S., – właśnie przeczytałam u Ani, coś czego nawet Dario nie wyśledził czy tam nie wymyślił :) dzięki za przypomnienie

    Ciaooo :)

    • Wiola z MojaToskania.com

      Już Cię „wrzuciłam” do artykułu o oliwnych przysłowiach. Oczywiście nie czekam na oklaski :)

      • http://www.AnnaProtas.pl Anna Protas

        Wiolu dziękuję :) A ja wrzucam tu linka do Ciebie, żeby inni mogli poczytać Twoje ciepłe i barwne opowieści o toskańskich urokach codzienności: http://www.mojatoskania.com/oliwa-oliwia-sprawiedliwa/ Wiola jest cudowną przewodniczką po smakach, zapachach, widokach tej włoskiej krainy! :)

        • Wiola z MojaToskania.com

          Mamma Mia! Aniu :) Toż to stukrotnie więcej niż oklaski! Jestem przeszczęśliwa :) Grazie, grazie grazie, miauuuuuuu :)

          • http://www.AnnaProtas.pl Anna Protas

            <3

    • http://www.AnnaProtas.pl Anna Protas

      Hahaha, Wiolu, jesteś cudowna! :) Bardzo Ci dziękuję za wszystkie ciepłe słowa. Ja się właśnie zastanawiałam jak się robi to ssanie oleju. Muszę Kamilę podpytać. Lecę na Twojego bloga zasmakować oliwnej Toskanii! Ciao! :)

      • Wiola z MojaToskania.com

        A wiesz, koleżanka uczestniczyła w tygodniowym detoksie w Szczyrku. Przez tydzień mogli pić tylko wodę i jakieś specjalne ziółka. A na dzień dobry, na poranny rozruch – szklanka oliwy a cytryną. Mamma Mia! Jeszcze łyżkę oliwy bez dodatków to zmogę, ale całą szklankę? Podobno to był bardzo trudny dla wielu osób punkt tego DETOKSU. Wierzę w to! Ciaoooo :)

        • http://www.AnnaProtas.pl Anna Protas

          Ojej, kosmicznie brzmi, ja bym nie dała rady. Wolę w zgodzie ze sobą. Oliwę wolę zużyć np, do sałatek :) I ostatnio dużo wcieram jej w skórę. Bardzo przyjemny sposób wchłaniania oliwy :)

  • Anna Bednarczuk

    Aniu, muszę częściej zaglądać na Twoją stronę. Ten artykuł jest jak ostrzeżenie i drogowskaz dla mnie;) Wpadłam w manię pracy do późna w noc, bo tyle jest do zrobienia… Tylko że coraz trudniej mi wstawać rano… Aktywność fizyczna niestety zaniedbana (właśnie… odkąd zostałam mamą). Na początek, aby zadbać o siebie – potrzeba mi więcej snu, wody, ruchu, rozluźnienia. Podobają mi się też sposoby Kamili Chyły – dzięki Dziewczyny!

    • http://www.AnnaProtas.pl Anna Protas

      Aniu, cieszę się, że tu do mnie trafiłaś! Ja dostawałam parę razy ostrzeżenie z różnych stron, żebym nie zarywała nocy, ale jakoś to do mnie nie docierało. Dopiero jak mój organizm zastrajkował to mnie oświeciło. Ale zawsze można coś zacząć od nowa. Powoli, małymi kroczkami. Czasem trudno się zrelaksować, bo się ma poczucie winy z powodu straconego czasu. A to nie jest tak. Ten czas jest potrzebny, żeby być potem efektywniejszym, żeby być radośniejszym, wypoczętym, a co za tym idzie też lepszym dla innych :) Więc trochę czasu tylko dla siebie warto wygospodarować z korzyścią dla wszystkich :) Aniu, powodzenia! Trzymaj się! :)

  • Katarzyna Bruzda Lecyk

    Hej Aniu. Piszesz! Super, cieszę się. Piękne pomysły i wiem ze sprawdzone. Dla mnie ten sierpień to odpuszczanie, zwolnienie tempa, odmawianie i zajmowanie się sobą z miłością. Tak jest cudnie żyć! Na razie mam deficyty tego zajmowania się sobą, więc nie chcę kończyć :)

    • http://www.AnnaProtas.pl Anna Protas

      Kasiu, u mnie też czas dobroci dla siebie trwa i chcę żeby tak zostało w nieskończoność :) Dziś rano oglądałam program dokumentalny „Pocztówka z Japonii” o zjawisku karoshi- śmierci z przepracowania. Japończycy nawet jak mają wolną niedzielę zabijają czas grami na automatach, żeby „nie myśleć” o pracy. Tak bardzo są zafiksowani na osiągnięciu limitu potrzebnego do premii, że zapominają po co naprawdę żyją. Są niewolnikami. Bezdomni w Japonii są paradoksalnie w lepszej sytuacji, bo żyją jak chcą, powoli, cieszą się chwilą, uśmiechają do siebie i innych.

  • http://london-lavender.com/ Ania Górecka

    Aniu trafiłam na Twojego bloga, bo pewna znajoma podesłała mi Twoją stronę pisząc, że tu jest ktoś podobny do mnie. Witaj. Też mam na imię Ania, mieszkałam w Krakowie, gdzie tańczyłam Salsę, miałam swoją szkołę a w chwili obecnej, zresztą kiedyś też zajmowałam się biżuterią. Także troszkę nas łączy. Dzieci jeszcze nie mam, ale już boję się jak to będzie z tym snem i znajdywaniem czasu na wszystko. Pozdrawiam Cię i będę zaglądać, bo świetnie piszesz.

    • http://www.AnnaProtas.pl Anna Protas

      Dziękuję Aniu! :) Cieszę się, że tu zajrzałaś! To rzeczywiście dużo nas łączy! Dzieci to skarb. Wszystko się układa wraz z ich pojawieniem się. Pozdrawiam Cie serdecznie :)